poniedziałek, 23 marca 2015

Prolog

Stoje na pustej polanie. Dookoła widzę tylko drzewa. Gdzieniegdzie ptaki unoszą się w stronę chmur. Wróciłam. Ta jedyna myśl trzymała mnie przy życiu, ale moje życie nie jest już takie samo. Zmieniłam się ja i zmienił się świat. Mystic Falls, miasto, w którym się wychowałam, żyłam i miałam zamiar umrzeć zmieniło się.
Kiedyś bezpieczne, teraz na każdym kroku Rozpruwacz chce rozerwać twoje gardło. Do tego psychopata, który chce zabić wszystkich wokoło, byle tylko uratować swój własny tyłek. Dwa razy zdołałam mu uciec, wywinęłam się śmierci, ale przy kolejnym spotkaniu to ja go zabije.
Jeremy wyjechał i tak nie zdołałbym z nim być. Jestem wyssana z uczuć, jednak ta pustka zmienia ludzi.
Po przejęciu magii Esther pragnę zabić wszystkich wokoło. Moich przyjaciół, matkę. Nie KOCHAM ich.
Brzydzę się sobą i nimi. Brzydzę się światem.
Patrze w niebo, księżyc powoli już wschodzi, a ktoś obserwuje mnie zza krzaków. Czuje jego wzrok, śledzi każdy mój krok, nie zdradzam tego, że wiem gdzie jest jego kryjówka. Idę przed siebie nie odwracając się za siebie. Nie interesowało mnie kim on jest i co chce mi zrobić, teraz dzięki magii pokonam każdego.
Dopiero po chwili doszłam do wniosku, że coś jest nie tak. Zrobiło się cicho, włosy na karku zjeżyły mi się.
Księżyc znikł, na jego miejsce wzeszło słońce, a z nieba zaczął padać upiorny deszcz. Coś się stało, coś złego. Puszczam się biegiem do miasta, do innych ludzi, ale ulice są puste, a ja przemokłam do suchej nitki.
Biegnę dalej, w stronę domu Salvatorów, ale tam też nikogo nie ma. Podchodzę do paleniska, ale moja magia nie działa. Ta polana była pułapką! Usłyszałam trzaśnięcie drzwi. Odwróciłam się i zamurowało mnie.
-To nie może być prawda, to tylko zły koszmar. - powiedziałam.
A osoba naprzeciwko szeroko się uśmiechnęła.



******
[*]